Tematy artykułów
Kontakt
Zadzwoń na infolinię: pon. - pt. 9:00 - 18:00
Wyślij e-mail na: kontakt@travelduck.pl
Zadzwoń na infolinię: pon. - pt. 9:00 - 18:00
Wyślij e-mail na:

Dlaczego Mazury są  świetnym miejscem do żeglowania?

Joanna Jędrzejczyk
Joanna Jędrzejczyk
Przeczytasz w 8 min 0
mazury-urlop-zagle

Przygotowaliśmy e-booka o Mazurach, który jest mini poradnikiem dotyczącym tego, gdzie i w jaki sposób można wypocząć w Krainie Tysiąca Jezior. To unikalna publikacja, ponieważ w dużej mierze oparta została o wywiady z osobami znającymi Mazury przede wszystkim od żeglarskiej (ale nie tylko) strony.

W tym tekście zebraliśmy wypowiedzi naszych ekspertów dotyczące tego, dlaczego na Mazurach warto żeglować, gdzie potańczyć, gdzie zjeść najlepszą rybę w Polsce oraz z jakimi problemami ekologicznymi borykają się te rejony.

Rozmawialiśmy z:

Adamem, który na co dzień jest programistą, a w wolnych chwilach sternikiem.

Kamilem, który po objechaniu niemal całego świata wrócił w rodzinne strony - na Mazury i tchnął w nie życie, otwierając restaurację-pensjonat Rybaczówkę, port Sztynort i kilka innych, klimatycznych miejsc.

Gabrielą - pasjonatką podróży, pilotką wycieczek i sterniczką, która od dziecka żegluje.

Bartkiem, najmłodszym z ekipy również zarażonym bakcylem żeglarstwa. Bartek szkoli przyszłych żeglarzy i żeglarki w szkole Gertis.

Znasz już pensjonat Sztynort?

Mazury są świetne, ponieważ...

Dlaczego na Mazury warto jechać, niektórych nie trzeba przekonywać, są jednak jeszcze osoby potrzebujące dodatkowej zachęty. Oto ona!

mazury-wakacje-1

Adam: Mazury to przede wszystkim piękne widoki. Są duże, więc trudno się tam nudzić, mają świetną infrastrukturę, doskonałą kuchnię - moje ostatnie wyjazdy to często dobijanie od portu do portu w poszukiwaniu miejsc, w których można zjeść coś naprawdę wyjątkowego, a tych jest wiele na Mazurach, np. Rybaczówka.

Gabrysia: rodzice zabierali mnie na Mazury od dziecka. Mazury zawsze były dla mnie idealnym miejscem na spędzenie wakacji. Miałam taką pracę wakacyjną, że nie dość że pływałam na żaglach, to jeszcze dostawałam za to pieniądze.

Bartek: Mazury są przepiękne. Na Mazurach jest łatwiej zrezygnować, jeśli się komuś nie podoba, bo to nie są rejsy trwające po 24-48 h, dzięki temu można niemal w każdej chwili zejść na ląd. Mazury skupiają wszystko, co w żeglarstwie jest niezbędne, są uniwersalne. Na Mazurach jest trochę inne żeglowanie niż żeglowanie morskie. Na morzu dzieje się zdecydowanie mniej, jeżeli chodzi o manewrowanie na żaglach. Jachty też są inne, dużo cięższe, balastowe. I według mnie lepiej jest się uczyć na jachtach mieczowych, lżejszych, bo one wybaczają dużo więcej błędów, dzięki temu na morzu jesteś czujniejszy, jeżeli uczyłeś się żeglowania na małych jachtach.

A może rejs po Mazurach ze sternikiem na wynajętym jachcie?

Z kolei opowieść Kamila daje trochę szerszy obraz, dzięki czemu patrzymy na Mazury z trochę innej, głębiej zakorzenionej perspektywy:

Mazury są wyjątkowe po pierwsze ze względu na przyrodę, bo jest bardzo unikatowa. I tu od razu nawiążę do tego, o czym chcę mówić, że jeżeli ktoś wybiera się na Mazury latem, to polecałbym odejść trochę od głównego szlaku i zobaczyć te jeziora, które są nie połączone z wielkim szlakiem, po których nie pływają motorówki, houseboaty i żaglówki, dzięki czemu można zobaczyć te Mazury, w których czas się zatrzymał, plus warto pamiętać o historii Mazur. 

lake-805825_1920

Dla mnie jest to bardzo ważne i polecam się na tym chwilę zatrzymać. Mazury zostały polskie po raz pierwszy w 1945 r., wcześniej to były Niemcy, III Rzesza, to były tzw. Ostfriesen. Trzeba pamiętać też o tym, jakie są tego skutki, a są one takie, że np. mając kilkanaście lat, zapytałem mojego dziadka, dlaczego nasz dom jest taki, jakby go ktoś nie kochał, jakby go ktoś nie lubił, dlaczego jest zaniedbany, nieodmalowany, tynk z niego odpada. W odpowiedzi usłyszałem tylko to: Ja już miałem swój dom i zostałem z niego wyrwany z korzeniami i przeniesiony tutaj i tu nie czuję się u siebie.

Ja jestem pierwszym pokoleniem z mojej rodziny, które się tutaj urodziło, wszyscy pochodzą z Wileńszczyzny i to jest bardzo ciekawa część świata i Europy, w której mieszkają ludzie dopiero od 2-3 pokoleń i dopiero to najmłodsze pokolenie czuję się tu u siebie i zaczyna o tę ziemię dbać. Cała reszta została tu przesiedlona na siłę i nigdy nie czuła prawdziwego związania z tymi terenami. Z tego względu warto zobaczyć wsie z dala od głównego szlaku, to są miejsca, które nie zostały zmienione od 60 lat, bo nikt o nie nie chciał zadbać. 

Warto też porozmawiać z ludźmi, co czują w związku z tym, co myślą. Polecam spojrzeć na Mazury, nie tylko ze względu na jeziora, na knajpy, na infrastrukturę miejską, ale pojechać trochę dalej, czy rowerem, czy samochodem terenowym czy jakimkolwiek innym środkiem komunikacji, żeby zajrzeć głębiej. I się zgubić po to, żeby potem się znaleźć.

To bym polecał w sezonie wakacyjnym, a na czas po sezonie, czy to będzie późna jesień, wczesna wiosna czy zima, to jest miejsce, w którym można naprawdę odpocząć. Na Mazurach można zobaczyć jeszcze prawdziwe niebo, takie, jakie się ogląda na środku morza. Pooddychać naprawdę świeżym powietrzem, bo na Mazurach nie ma przemysłu, jest to może problem ekonomiczny, ale bardzo duży plus dla przyrody.

Powodów, aby odwiedzić Mazury po sezonie, jest sporo. Jesienią mamy grzyby, zimą mamy lód i mnóstwo rozmaitych aktywności z nim związanych.

Chcesz wyczarterować jacht Courier 970?

A teraz coś na ząb i do zabawy. Na Mazurach są miejsca wyjątkowe, miejsca z historią, do których koniecznie warto zajrzeć, rekomendujemy 3, o których opowiedział nam Kamil - ich twórca.

Swoją karierę na Mazurach zaczynałem jako sternik. W 1998 r. otworzyłem pierwszą mazurską agencję skipperingu. Czegoś takiego tutaj nie było. Pomysł na to zrodził się przypadkiem, siedziałem kiedyś z przyjacielem w klubie żeglarskim na ławce i podszedł do nas Niemiec i po angielsku wytłumaczył, że chce wynająć łódkę, ale nie wie gdzie. Więc niewiele myśląc, poszliśmy do trenera, zapytaliśmy, czy możemy wziąć żaglówkę, ale nie powiedzieliśmy po co i zabraliśmy tego Niemca na pokład. Zapłacił za dzień pływania jakieś 100 euro, co było dla nas wówczas (mieliśmy po 14 lat) niewyobrażalnym pieniądzem i stwierdziliśmy, że w tym kierunku trzeba iść. 

Wtedy właśnie rozpocząłem pracę jako sternik na Mazurach, utworzyliśmy stronę internetową, która też była nowością, i zawsze był jeden problem - gdzie zjeść rybę? Bo nigdzie nie można było zjeść ryby, albo były mrożonki albo wcale. Wspólnie z moim przyszłym teściem myśleliśmy, co tu zrobić, żeby tę rybę można było zjeść. Mój teść był rybakiem. Udało nam się kupić mały obiekt - ruinę nad jeziorem, którą przez 2 lata remontowaliśmy z założeniem, że tworzymy restaurację, gdzie będziemy serwować tylko świeżą rybę, bezkompromisowo, nie będzie tam żadnego kotleta, placka cygańskiego, burgera ani pizzy - tylko świeża ryba. Było to dla nas o tyle proste, że ryby uwielbiamy, teść jest z wykształcenia ichtiologiem-rybakiem, a ja jestem pasjonatem wędkarstwa i uwielbiam przyrządzać ryby. Nie myślałem, że będę w tej knajpie kucharzem, a byłem nim przez 7 lat, na szczęście znalazłem zastępstwo.

Dzięki temu, żeby byłem szefem kuchni, stworzyłem własne receptury, które powstawały w różnych sytuacjach, w oparciu o to, dokąd podróżowałem. Np. powstało ceviche. Tego uczyłem się robić w Peru, przełożyłem to też na sandacza w Meksyku, pokochałem chili con carne, które robiłem ze szczupaka i karpia, do pieczenia ryb używałem specjalistycznego pieca, no i tak powstało menu Rybaczówki, które się przyjęło, ludzie zaczęli to bardzo doceniać. 

rybaczowka-mazury

Rybaczówka nieprzerwanie od 10 lat serwuje tylko i wyłącznie świeże ryby. Po jakimś czasie zaczęliśmy prowadzić knajpę całorocznie, ale pojawił się problem, bo na sprzedanie świeżej ryby ma się 2 dni, później nie jest to już świeża ryba. Zastanawialiśmy się, jak to robić zimą, nie wiedzieliśmy, ilu klientów nas odwiedzi. Więc wymyśliłem, aby zbudować klatki w jeziorze, wyławialiśmy rybę przy kliencie. Klient zamawia rybę, my idziemy z siatką, wyławiamy, sprawiamy ją i przygotowujemy zgodnie z zamówieniem. To był kolejny duży skok, to się przeniosło również na sezon letni i w ten sposób mamy połowę menu, które opiera się na rybie żywej, a połowa na rybie, którą przywozimy codziennie rano od rybaków.

Gdy mieszkałem na Florydzie, poznałem techniki przechowywania ryb, m.in. sprowadziłem do Polski specjalne kufry termiczne i kupiliśmy wytwornicę śniegu, śniegu, który jest idealny do przechowywania ryb, opracowaliśmy również system transportu i patroszenia ryb w taki sposób, żeby zadbać o to, aby ryba nigdy się nie zagrzała. 

Czyli idziemy do rybaka z naszymi termosami, pakujemy rybę na lód, przywozimy ją, oczyszczamy i wkładamy na świeży lód do nowych termosów. Wszystkie nasze ryby są przechowywane w lodzie, ryba odpowiednio schłodzona jest odpowiednio nawilżona. Żadne ryby nie leżą u nas w lodówkach, tylko są przechowywane w lodzie, wszystko, co kupujemy, jest u nas sprzedawane tego samego dnia. Nie chcę się chwalić, ale uważam, że nie ma lepszej ryby w kraju niż serwowana u nas, nie da się tego pokonać. Z taką myślą tworzyłem Rybaczówkę. Obecnie jest tam również pensjonat, mamy parę domków nad samą wodą, parę łódek do wynajęcia i port.

Kolejnym miejscem jest Baba Pruska gdzie lokalne produkty serwujemy w trochę wyszukany sposób, żeby nie było nudy, mięsa u nas to przede wszystkim jagnięcina z mazurskiej hodowli w Sołdanach, świeże ryby w tym samym systemie, co w Rybaczówce, ponadto w Rybaczówce i w Babie są patroszarnie - to jedyne restauracje na Mazurach mające własne patroszarnie.

W Babie ryby serwowane są inaczej niż w Rybaczówce, tu pozwalamy sobie na więcej eksperymentów, dodajemy bób, kurki, grzyby leśne, gotujemy sezonowo i ze świeżych, lokalnych produktów. Robimy też risotto z rakami. Baba to bardzo lokalny produkt przyrządzony finezyjnie.

Zapraszam również do Zęzy, to miejsce idealne na wieczór z dobrym alkoholem i zabawą koncertową. Z kolei w ciągu dnia serwujemy chłopską, żeglarską kuchnię, dostaniesz tu schabowego, chleb ze smalcem, żurek i kiełbasę z wody w przystępniejszej cenie niż w Babie Pruskiej.

Zęza to jest jedno z niewielu już chyba miejsc, w którym nikt na Ciebie nie popatrzy krzywo, jeśli tańczysz na stole, głośno śpiewasz przy gitarze. Żeby trochę odświeżyć to miejsce, dodaliśmy trochę alkoholi, cytując klasyka: “port to jest poezja rumów i koniaków”, i tych rumów i koniaków w Zęzie jest od groma, tak, żeby można się było poczuć jak prawdziwy żeglarz w porcie. Mamy alkohole z całego świata, bardziej wyszukane. W Zęzie można podróżować po smakach i rodzajach rumów, koniaków, wódek i whiskey z różnych zakątków świata.

Co wieczór są koncerty organizowane przez żeglarzy. W Zęzie zmieści się na raz oficjalnie 30 osób, a w szczycie sezonu przez port dziennie przewija się nawet do 1000 osób, dlatego koncerty przenosimy do naszego amfiteatru i kończą się one zazwyczaj o 22-23. Po nich żeglarze robią sobie koncerty jak za dawnych lat, przychodzi sobie człowiek z gitarą i jest impreza.

Chyba lepszej rekomendacji nie można było stworzyć! Zęza, Rybaczówka i Baba Pruska to punkty obowiązkowe w czasie urlopu na Mazurach, szczególnie jeśli masz ochotę na pyszne jedzenie i prawdziwie portową zabawę.

Szukasz noclegu na Mazurach? Poznaj Mazur Kres, siedlisko na Mazurach w Lisewie nad jeziorem do 10 osób.

W związku z tym, że Mazury to region cechujący się wybitną czystością w skali Polski, warto zadać sobie pytanie, jak to podtrzymać, co należy, a czego nie wolno robić, aby jak najdłużej cieszyć się niesamowitą przejrzystością wód i czystym powietrzem. Bardzo dobrze przedstawił nam to Kamil:

Prowadzimy rozmowy z policją wodną oraz innymi organami nad stworzeniem prawa, które bardzo surowo by karało takie zdarzenia, jak spuszczenie zawartości jachtowej toalety do jeziora. Z dniem 1. sierpnia 2020 r. zostało wprowadzone nowe prawo dotyczące rejestracji jachtów. Dotychczas można było zarejestrować jacht raz, nie było konieczności robienia przeglądów. Od 01.08 to się zmieniło, przeglądy są obowiązkowe.

mazury-ceny

Dążymy też do tego, żeby zawory umożliwiające spuszczanie fekaliów były zaplombowane  i zerwanie plomby przy kolejnym przeglądzie wiązałoby się z nałożeniem bardzo wysokiego mandatu. W Niemczech jachty nie mają żadnych odpływów, ani ze zlewów, ani z pompy zęzowej, po prostu nie ma możliwości kontaktu żadnej wody, która jest w łódce, z wodą, która jest poza nią. Niestety pod tym względem my kulejemy, bo nie ma kontroli.

Kolejnym pomysłem jest stworzenie wzoru stosunku masy do mocy. Nie możemy mieć na Mazurach jachtów, które ważą 10 ton, bo zostały stworzone po to, żeby pływać po Zatoce Meksykańskiej, mają 200-300 konne silniki, spalają 300 litrów paliwa na godzinę i generują fale o wysokości 1,5 m. Pływanie taką jednostką po jeziorze utrudnia innym korzystanie z jeziora, bo jest straszny hałas, fale i spaliny. Więc dążymy do tego, aby zostały wprowadzone ograniczenia, np. jeżeli jacht waży 3 tony, może mieć moc w granicach 50 koni mechanicznych, to ma spacerować po jeziorze, jeżeli ma taką masę.

Zależy nam też na tym, aby skutery wodne i motorówki mogły poruszać się tylko wzdłuż szlaku, bo zdarza się, że ludzie się kręcą w kółko albo szaleją na szlaku. Zostałyby wyznaczone specjalne miejsca na kilku jeziorach do tego rodzaju ekscesów. I bezwzględne przestrzeganie zasady: na szlaku żeglownym płyniemy z punktu A do punktu B.

Chcesz zrobić kurs żeglarski z patentem?

A teraz coś dla żeglarzy, zarówno tych początkujących, jak i zaprawionych w boju wilków morskich. Kilka zabawnych anegdot od naszych ekspertów

Kamil: Płynąłem kiedyś z grupą kobiet jako sternik i przed wejściem do portu wydaję komendę mającą na celu przygotowanie cum i odbijaczy. Przygotowujemy się do wejścia do portu, po czym wszystkie 5 kobiet schodzi pod pokład i zaczyna się malować.

Innym razem na komendę: Kasia chroń dziób, jedna z kobiet zasłoniła dłońmi twarz.

Kiedyś w sztormie (a był to poważny sztorm) kazałem załogantowi odciąć kotwicę, bo staramy się odwrócić dziobem do wiatru, on biegnie na dziób razem ze zbuchtowaną liną i wyrzuca kotwicę, ja się go pytam, czemu to zrobiłeś, a on na to: no chciałem odciążyć. Kotwica wyszła za burtę bez przywiązania.

Gabrysia: Załogi, które zdawały egzaminy, wpływały do naszego portu macierzystego, żeby sobie doszlifować manewry. Zawsze uczyliśmy naszych kursantów, żeby nie wyskakiwać, a wychodzić z jachtu na pomost. Keja (2 m) była zbudowana z desek prążkowanych wzdłuż, więc była bardzo śliska. Ktoś robił podejście i dziewczyna wyskakiwała z jachtu, tak wyskoczyła, że przeleciała przez całą keję i wpadła do wody po drugiej stronie.

Bartek: Kiedyś na kursie jeden z uczestników oparł się o pasy balastowe, te które są na burcie, o nie się można opierać, żeby się wychylić. Kursant zapytał mnie, czy może się oprzeć o pasy i pobalastować, ja mu mówię, że no pewnie, tylko że on się naoglądał tych pasów balastowych w Omegach - wsadza się pod nie nogi i się wychyla, więc zrobił coś takiego, że wsadził pasy balastowe pod kolana, stopy oparł o burtę i próbował się wychylić no i zrobił fikołka do tyłu. 

Jak usłyszałem “plum”,  patrzę na niego, a on się trzyma pasa balastowego, głowa w jeziorze, a on nogami do góry. Na szczęście to była sytuacja, że nie wiało kompletnie i staliśmy na kotwicy. On nie zrobił tego celowo, po prostu nie zrozumiał, jak działają pasy balastowe na tym jachcie. Podałem mu rękę, wyciągnąłem go i pytam: “ale co ty chciałeś zrobić?”, a on pokiwał głową i powiedział: “nie wiem, coś poszło nie tak”.

mazury-czarter-jachtu

Więcej tego typu ciekawostek oraz inspiracji do spędzania wolnego czasu na Mazurach znajdziesz w naszym e-booku. Zachęcamy do odpowiedzialnego podróżowania. Dbajmy o miejsca, które odwiedzamy, aby posłużyły nam jak najdłużej!

Sprawdź oferty travelduck.pl:

Ciekawostki Polska

Proponowane wyjazdy